okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 11/2010 >> Tak się złożyło, że się udało

poradniki

Hamak podróżny

Miłośnicy włóczęgi nie tylko na dwóch kółkach z pewnością docenią nowe możliwości, jakie niesie zaopatrzenie się w... »

Prezent dla cyklisty

Szał świątecznych zakupów w pełni. Kto jeszcze nie zdobył kompletu prezentów dla rodziny i znajomych, ten nie uniknie kolejek, w... »

Karta podarunkowa

Do niektórych rowerzystów bardzo trudno dopasować prezent. Część wszystko już ma, część jest bardzo wybredna co do jakości i... »

Espresso na wyprawie

Pamiętacie smak kiepskiej kawy zalanej nie do końca zagotowaną wodą? Miłośnicy kawy na rowerowych wyprawach przeżywają katusze, a przecież... »

Bielizna termoaktywna

Bardzo ważny, a jednocześnie stosunkowo niedrogi element rowerowego stroju, czyli bielizna termoaktywna, jest dostępny w wielu konfiguracjach... »

Kolejna lampka na tył

Jestem zwolennikiem teorii, że tylnych lampek nigdy za wiele. Im bardziej nocny rowerzysta przypomina choinkę, tym większa szansa na to, że nie... »

Miska magnetyczna

Prezent dla majsterkowiczów i tak zwanych poszukiwaczy, którzy – serwisując swój rower – sporo czasu marnują na... »

Sakwa miejska

Na dojazdy do pracy, na zakupy czy do ulubionej kawiarni zamiast sakwy wyprawowej lepiej wybrać coś mniej rzucającego się w oczy i... »

Bez niego nie ruszysz

Każdy przejechany przez nas kilometr zostawia nieodwracalny ślad na powierzchni elementów napędu. W związku z tym niezbędna jest co... »

Qeridoo Kidgoo 1 Sport

Nowa przyczepka niemieckiej firmy Qeridoo Kidgoo jest dostępna w czterech wersjach (kombinacji jedno- i dwuosobowej, standardowej oraz Sport) oraz w... »

Wyprawa numeru >> Armenia


Tak się złożyło, że się udało

Grażyna Pastuszka, Remigiusz Kitliński
Ruch na Przełęczy Sulema (2410 m n.p.m.) był niewielki – wielkie były za to mijające nas pojazdy

Wyprawa do Armenii to połączenie spontaniczności z odrobiną wyrachowania. Decyzja o wyjeździe zapadła pewnego majowego popołudnia, kiedy Krzysztof rozesłał informacje o nowo otwieranym połączeniu z Warszawy bezpośrednio do Erywania. W swym e-mailu zawarł cenę tego połączenia, co sprawiło, że już następnego dnia akces do ekipy zgłosiło siedem osób dorosłych z dwójką dzieci, rezerwując bez namysłu bilety.

Tempo podejmowania decyzji było tak wysokie, że potem niektórzy z nas przez kilka kolejnych tygodni zastanawiali się, czy dobrze zrobili. Ale klamka zapadła i rozpoczęło się dogrywanie szczegółów.
Przyszedł czas na opracowanie trasy. Chłodna kalkulacja naszych chęci wobec możliwości szybko wykazała, że dotarcie do najważniejszych miejsc w Armenii nie będzie możliwe w ciągu dwóch tygodni. Chyba że oprócz jazdy rowerami zaplanujemy jeszcze inne środki transportu. Ten pomysł brzmiał kusząco. W takim kraju, jak Armenia, mogliśmy się spodziewać w związku z tym jedynie dodatkowych przygód. Różnorodność środków transportu, jakie mieliśmy do dyspozycji, była naprawdę imponująca. W grę wchodziły autobusy, kolej, taksówki, busy zwane marszrutkami, a nawet metro. Rzeczywistość i tym razem przerosła najśmielsze oczekiwania. Najtrudniejszy, pięciokilometrowy odcinek w Górach Zangezurskich pokonaliśmy na pace 33-letniego gazika z odkrytym silnikiem, wstawionym tam z jakiegoś równie leciwego traktora.
Równolegle z opracowywaniem trasy trwały intensywne negocjacje z Polskimi Liniami Lotniczymi LOT w sprawie przewozu naszych bagaży. Koniec końców potwierdzono nam przewóz tylko sześciu rowerów z siedmiu. Sytuację oceniliśmy jako trudną, zwłaszcza że polecono nam spakować się w pakunki mniejsze od średnicy koła rowerowego. O przyczepkach dla dzieci nawet nie wspominaliśmy, aby nie obniżać zawczasu swojej pozycji negocjacyjnej. Na horyzoncie zarysowała się za to znacznie korzystniejsza ewentualność. Po raz kolejny przeprowadziliśmy chłodną kalkulację, wyliczając, że z całym dobytkiem, i tym rowerowym, i przyczepkowym, i nawet sakwowym, zmieścimy się w podstawowym limicie bagażu.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Remigiusz Kitliński