okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 10/2011 >> Skandalista rowerzysta

poradniki

Gotowanie w wersji light

W Polsce trudno o miejsce, z którego nie bylibyśmy w stanie dojechać rowerem w ciągu godziny do jakiejkolwiek osady ludzkiej. Czy w takim... »

Kross Trans Hybrid 5.0

Większości krytykantów rowerów wspomaganych elektrycznie zwykle zadaję jedno proste pytanie: jeździliście już kiedyś na jednym z... »

W cztery oczy >> Jerzy Bożyk


Skandalista rowerzysta

Z Jerzym Bożykiem, jazzmanem, pianistą, autorem kontrowersyjnych tekstów piosenek, przewodnikiem górskim i niepełnosprawnym cyklistą poruszają
Nad Rudawą, w drodze do domu

Trudno byłoby Panu obejść się bez roweru?
– Nie mógłbym bez niego normalnie funkcjonować. Trójkołowiec zastępuje mi nogi, które straciłem.

Jak to się stało?

– Miażdżyca naczyń. Wszystko zaczęło się od niewinnego zranienia, które nie chciało się goić. Potem wdał się w nie gronkowiec, żaden antybiotyk nie zadziałał. Lewą nogę amputowano mi powyżej kolana w 2005 roku, a prawą poniżej, dwa lata później, na obu mam teraz protezy. W pewien sposób wszystkiemu winny jest rower, bo obydwa pechowe upadki wydarzyły się w czasach, gdy jednoślad zastępował mi komunikację miejską. Po raz pierwszy przewróciłem się na oblodzonej ulicy w Krakowie, a potem w Dolinie Będkowskiej. Można zatem powiedzieć, że najpierw przez rower straciłem nogi, a później – dzięki rowerowi – odzyskałem.

Mój Boże! Przecież wielu z nas przewróciło się podczas jazdy, niekiedy kalecząc się przy tym, lecz te upadki nigdy nie miały tak dramatycznego finału!

– To jakaś moja przypadłość genetyczna, która nasiliła się z wiekiem. Nie uniknąłbym amputacji, niezależnie od tego, czy zraniłbym się, spadając z roweru, czy ze schodów.

Widuję Pana jeżdżącego na rowerze po Krakowie przez cały rok.

– Mam terenowe opony, żadna pogoda mnie nie zatrzyma. Bywam także w wielu innych miastach. Skuter inwalidzki do pociągu się nie mieści, a trójkołowiec bez problemu. Natomiast niestety do autobusu nie mogę go już zabrać, bo luki bagażowe są zbyt małe.

Czy przed wypadkiem też jeździł Pan tak dużo na rowerze?

– Tak, jednoślady zawsze były mi bardzo bliskie, miałem kilka motorów i mnóstwo rowerów. Jestem przewodnikiem PTTK, jeszcze przed amputacją zdarzało mi się prowadzić wycieczki piesze, jadąc na rowerze.

Czy to nie nazbyt trudne?

– Da się, już to sprawdziłem. Na wiosnę poprowadziłem w ten sposób dwie wycieczki. Nie górskie, rzecz jasna, lecz szlakami Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Po leśnych ścieżkach poruszam się równie sprawnie jak ludzie zdrowi. Oni używają nóg, a ja roweru. Poza tym nic nas nie różni.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Jakub Terakowski