okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 11/2011 >> Serce do dzwonków

nowości

Limitowane buty

Rowerzyści uwielbiają limitowane edycje produktów – przynajmniej ci, którzy wyszukują nowości dla „Rowertouru”!... »

W drogę z ukochanym...

… pieskiem. Basil – znany producent sakw, koszy i akcesoriów do rowerów miejskich, zaprezentował koszyk na bagażnik,... »

Laweta dla cyklisty

Polska myśl techniczna nie ustaje w poszukiwaniach swojej niszy w rowerowym świecie. Mamy już świetne przyczepki pod sakwy, mamy sakwy, a... »

Dla wymagających

Nowa opona w rodzinie Schwalbe Marathon: GT Tour łączy zaawansowaną ochronę przed przebiciem (6/7 w skali Schwalbe Protection) z nowym profilem... »

Składak na doby

Słynne składaki amerykańskiej firmy DAHON będzie można w tym sezonie nie tylko kupować, ale też wypożyczać. Dzięki możliwości złożenia... »

Skutecznie i bez obijania

Zapięcie Axa Holding 1000 wyróżnia się możliwością wygodnego złożenia do niewielkich rozmiarów i umocowania na przykład na... »

poradniki

Lekka i oddychająca

Nikt z nas nie lubi, gdy mokra od potu odzież lepi się do ciała. Korzyści, jakie płyną ze stosowania termoaktywnego ubioru przemawiają za tym,... »

Qeridoo Kidgoo 2

 rowertest >> Qeridoo Kidgoo 2 »

Styl życia >> Marian Kwaśny


Serce do dzwonków

Z Marianem Kwaśnym, kolekcjonerem i znawcą dzwonków rowerowych, rozmawia Jakub Terakowski
Marian Kwaśny ze swoją kolekcją w Muzeum Ziemi Zbąszyńskiej i Regionu Kozła w Zbąszyniu

Kolekcjonuje Pan dzwonki...
– Wyłącznie rowerowe, mam ich dokładnie 263.

A dlaczego właśnie dzwonki?

– W latach 80. miałem zakład naprawy rowerów i mieszkałem w Zbąszyniu – w okresie międzywojennym położonym na samej granicy polsko-niemieckiej. Przenikały się tam dwie kultury, a silny wpływ na lokalną społeczność mieli też cudzoziemcy przekraczający granicę. Warsztat i wypożyczalnię rowerów prowadził tu wówczas Niemiec, doskonały fachowiec. Pierwszymi eksponatami w mojej kolekcji dzwonków były... karbidowe lampy rowerowe. W czasach, gdy prowadziłem warsztat, wiele starszych osób oddawało mi do naprawy bardzo leciwe pojazdy, a z braku pieniędzy proponowało mi w rozliczeniu części. W ten sposób wszedłem w posiadanie pierwszych lamp rowerowych – nie tylko karbidowych, ale też naftowych i świeczkowych. Obecnie mam ich już w sumie około stu.

Jak długo zbiera Pan dzwonki? Jak to się zaczęło?

– Dawno temu pewna starsza pani przyprowadziła do mojego warsztatu dwa rowery z dzwonkami, które mnie zauroczyły. Zapytałem, czy mógłbym je sobie zatrzymać, instalując w zamian nowe. Zgodziła się bez wahania. Potem te dwa dzwonki przez długi czas leżały u mnie, ciesząc oczy, i nic poza tym. Później, nie wiadomo skąd, pojawiło się kilka następnych, a momentem przełomowym był dzień, gdy kolega przyniósł mi ze złomowiska pięć następnych. Wtedy po raz pierwszy popatrzyłem na ten zbiór jak na kolekcję, wciągnęło mnie... To było przed ośmioma laty.

Które ze swoich dzwonków uważa Pan za szczególnie interesujące?

– Bardzo lubię największy w mojej kolekcji, rozmiarem zbliżony do pączka. Znalazłem go kiedyś na złomie, przerdzewiały dół rozsypał mi się w rękach, ale czasza była w doskonałym stanie. Później dorobiłem do niego denko wraz z mechanizmem sprężynowym. Pracowałem wtedy w zakładzie produkującym narzędzia chirurgiczne, więc całość lśni teraz i wygląda jak nowa. Ciekawy jest też dzwonek z francuskiej miejscowości Roubaix, gdzie organizowany jest słynny, jeden z najstarszych wyścigów rowerowych na świecie. Odlany został grubo przed wojną.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Archiwum Mariana Kwaśnego