okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2013 >> W cieniu i blasku Królowej Beskidów

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Na szlaku >> Babiogórski Park Narodowy


W cieniu i blasku Królowej Beskidów

Krzysztof Grabowski
Trzeba pokonać aż 50 kilometrów, by okrążyć rozległą Babią Górę

Parki narodowe zawierają w sobie pewną sprzeczność. Zwykle są ciekawe krajobrazowo, ale jednocześnie możliwość odkrywania tych atrakcji jest ograniczona. Miłośnicy rowerów wiedzą o tym najlepiej, gdyż ta forma turystyki często nie jest dobrze postrzegana przez dyrekcje parków i zwykle mocno ograniczana. Nie inaczej jest w Babiogórskim Parku Narodowym.

W 1954 roku utworzono BgPN, by chronić najwyższą górę polskich Beskidów i jej walory przyrodnicze. Najatrakcyjniejsza jest część szczytowa, czyli Diablak, skąd rozciągają się piękne widoki, zwłaszcza na obniżenie Orawy po słowackiej stronie i wyrastającą w oddali ścianę Tatr. Nic dziwnego, Babia Góra to najwyższy szczyt w Polsce poza Tatrami i drugi pod względem wybitności, czyli – w uproszczeniu mówiąc – wysokości względnej, liczonej od podnóża góry. To dzięki temu oferuje tak piękne widoki i słynne wschody słońca, przyciągając rocznie około stu tysięcy turystów pieszych. Wyższe partie szczytu nie nadają się do typowej turystyki rowerowej, ale już ścieżki wokół góry, w sporym obniżeniu, mogłyby przysparzać rowerzystom wiele satysfakcji.
Dyrekcja parku uwzględniła oczekiwania rowerzystów i zezwoliła na jazdę w kilku chronionych miejscach. Każdy, kto chciałby wybrać się na przejażdżkę w cieniu Babiej Góry, nie będzie miał jednak łatwo. Kierownictwo udostępniło szlaki, ale postanowiło się tym specjalnie nie chwalić. Z jakiego powodu? Nie wiadomo. Nasze podejrzenia padają na wstydliwą długość, a raczej krótkość udostępnionych tras i niedbałe opracowanie całości. Według naszych obliczeń to łącznie zaledwie około pięciu kilometrów dróg, wbiegających w teren parku. Nie liczymy ścieżek wzdłuż granicy, a nawet poza nim. Tak, tak! Dyrekcja zezwoliła na jazdę rowerem także poza granicą parku.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Krzysztof Grabowski