okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 3/2015 >> Zagrać w kosza na środku stepu

nowości

Nowy kask od Kasku

Bohater tegorocznego Tour de France, Chris Froome po zdobyciu żółtej koszulki lidera musiał oddać ją tylko na dwa etapy Włochowi Fabio... »

Luźny styl

Luźna koszulka techniczna firmy Dartmoor przekonuje do siebie nierowerowym wyglądem, a jednocześnie… właściwościami koszulki rowerowej.... »

Koszulka nawadniająca

Jeśli lubisz mieć pod ręką ustnik bukłaka, a jednocześnie w plecaku nie czujesz się dobrze na trasie, warto rzucić okiem na nową koszulkę,... »

poradniki

Wszystko, co się świeci

Bauke Mollema – holenderski kolarz wraz z kolegami z grupy Trek-Segafredo przygotowując się do jazdy na czas w tegorocznym Giro d'Italia, nie... »

Kompletujemy narzędzia

Korzystanie z roweru nie ogranicza się jedynie do zdobywania kolejnych kilometrów. Bez względu na to, czy jeździmy na nim do pracy czy... »

Wyprawa numeru >> Mongolia


Zagrać w kosza na środku stepu

Michał Sitarz
Widoczny w oddali kopiec owo, charakterystyczny punkt mongolskiego krajobrazu. Tutaj w ajmaku uwskim

– Wjeżdżacie, nie wjeżdżacie? Trzeba się decydować, bo w każdej chwili możemy zamknąć wrota – zwraca się do nas zniecierpliwiony pogranicznik. Jeśli przekroczymy granicę, nie będzie już odwrotu. Nie on pierwszy mówi, że w zachodniej Mongolii szaleje epidemia. Jaka? Niestety, tego już nikt nie jest w stanie powiedzieć.  

 

Głosy w sprawie epidemii są podzielone. Jedni mówią, że nie ma się czym przejmować, że problem dotyczy wyłącznie zwierząt. Inni z kolei posądzają przedmówców o brak elementarnej wiedzy, o poglądy jawnie niebezpieczne. Twierdzą kategorycznie, że zwierzęta przenoszą chorobę, której powinni się obawiać w szczególności właśnie ludzie. Pogranicznicy nie mają ugruntowanego zdania, po prostu wykonują swoją robotę. My się już jednak zdecydowaliśmy.

Na podstawie zasłyszanych tu i ówdzie opinii mamy obawy, iż z Taszanty do granicy mongolskiej nie będziemy mogli pojechać na rowerach. Że pokonanie prawie 30-kilometrowego pasa ziemi niczyjej będzie możliwe wyłącznie na pace jakiejś ciężarówki. Na szczęście, owe informacje okazują się nieprawdziwe. Wdrapujemy się na przełęcz 2600 metrów n.p.m. i szybko osiągamy granicę mongolską. Krok pierwszy to przejazd przez mały basen ze środkiem dezynfekującym. Sposób przeprowadzenia czynności nasuwa jednoznaczne wnioski: jeśli próba zapobieżenia rozprzestrzenianiu się epidemii wszędzie tak wygląda, trzeba ją określić jako działanie czysto pozorowane. 

Po czynnościach odkażających i całkiem sporej ilości uciążliwych procedur stajemy na mongolskiej ziemi. Wymieniamy trochę pieniędzy u cinkciarza. Fizyczna objętość pozyskanej gotówki nieco nas niepokoi – gdzież my te sterty, te grube pliki banknotów będziemy wozili? Gdy budki graniczne i nieliczne zabudowania przygranicznej osady zostają za nami, uderza nas przestrzeń. 


Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 

 



Zdjęcie: Michał Sitarz