okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 6/2015 >> Etapowa włóczęga poślubna

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Na szlaku >> dookoła Polski


Etapowa włóczęga poślubna

Karolina Cichy
Widok z Trzech Koron na Dunajec i Sromowce Niżne w Pieninach

Szerokiej drogi i słonecznej pogody! Byle wam nie padało! – mówili najczęściej ludzie, których spotykaliśmy po drodze. W części przypadków takie życzenia były nieszkodliwe. Ale czy ich autorzy mieli na myśli także te sytuacje, kiedy grzało w głowę, topił się asfalt, powietrze stało w miejscu, pot ściekał po plecach, podjazd miał jeszcze kilka kilometrów lub czekały nas kolejne? I jedyny cień, jaki padał na drogę, rzucały rowery z sakwami i jednocześnie nie było cienia wątpliwości, że coś się w tej okolicy zmieni...

Tak jak parcie na słońce było nieszkodliwe nad morzem, tak mniej korzystnie zapowiadał się bezdeszczowy stan w południowych częściach Polski. Tam słowa autorów życzeń pogodowych nabierały zazwyczaj złowrogiego znaczenia. Przekonaliśmy się o tym, gdy oblał nas pierwszy spektakularny pot tuż za Łańcutem. Gdy zmierzaliśmy w stronę Dylągówki, jednocześnie ewoluowały i teren, i temperatura. Ciepło awansowało do upału, a bieg jezdni zaczął zapowiadać góry. Zdawało się wtedy, że w słońcu człowiek jest cały spocony od samego siedzenia na rowerze, natomiast zgięcie kolana wyciska z niego piąte, szóste i siódme poty. W dodatku była niedziela. I było leniwie. Kilkoro ludzi ledwo snuło się z kościoła na kotleta, przeważająca część chowała się po domach przed skwarem. W pewnym momencie z radia na poboczu rozdarła się znana polska wokalistka słowami „Oooo pomóóóżżż…” (Beata Kozidrak z zespołem Bajm, „Modlitwa o złoty deszcz” – przyp. red.). Ani się obejrzeliśmy, a już pulsowała w naszych przegrzanych mózgownicach natrętna melodyjka. Gwóźdź do trumny. Mimo że nikt nie miał zamiaru konać, natężenie wszystkich okoliczności zaprowadziło nas w okolice cmentarza. Legliśmy bezwładnie pod jego płotem niczym zagrzane, czerwone parówki.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Karolina Cichy