okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 7/2015 >> Do zobaczenia gdzieś na szlaku!

nowości

Minitorebka podsiodłowa

Zefal wprowadził do sprzedaży minimalistyczną torebkę podsiodłową o nazwie Z Micro Pack. Jej pojemność to zaledwie 0,15 l. Takie maleństwo... »

Winda rowerowa

Przechowujecie rowery w domu? Albo w miejscu, gdzie miejsca jest odrobinę zbyt mało? Litewska firma Parkis dzięki swojemu wieszakowi na rowery... »

Koszulka z rowerami

Wygląda bardzo „cywilnie”, ale tak naprawdę to w stu procentach koszulka techniczna, stworzona z myślą o rowerzyście, który... »

Butelka w razie potrzeby

Kto z nas, upychając pustą butelkę po wodzie mineralnej w sakwie, nie marzył o tym, by wymyślić zwijaną – elastyczny bukłak,... »

Kolorowe błotniki

Coś dla lubiących wyróżniać się kolorem, choć niekoniecznie bić nim po oczach. Błotniki firmy SKS charakteryzują bardzo delikatne... »

poradniki

Jednoślad na czterech kołach

Jeśli znudziły się Wam już trasy w najbliższym sąsiedztwie własnego domu, być może warto pomyśleć o doposażeniu Waszego dwuśladu... »

Na finiszu


Do zobaczenia gdzieś na szlaku!

Weronika Leczkowska
 
Jest nas pięcioro: ja, Piotr i trójka naszych dzieci. Jak w każdej rodzinie mamy wzloty i upadki. Jest czas, gdy wszyscy się ze sobą doskonale czujemy, jest też czas, gdy z niechęcią myślimy o powrocie do domu pełnego emocjonalnych przeżyć. Wiadomo – pięć osób, pięć osobowości, różnica pokoleń, doświadczeń i spojrzenia na życie. Jednak gdy co roku ruszamy na rowerową wyprawę w nieznane, rodzina nasza przechodzi w inny „stan skupienia” – zamieniamy się w cudowny team, w którym każdy z nas odnajduje swoje miejsce, swoją misję i czuje się naprawdę u siebie. To dla nas czas szczerych rozmów przy zupie z proszku, czas nocnych opowieści przy księżycu i szczerego uśmiechu.
To czas, gdy każdy z nas (niezależnie od wieku i pozycji w rodzinie) może stać się dowódcą i może zadecydować o naszej dalszej drodze. To również czas strachu, mobilizacji i wspólnego radzenia sobie w naprawdę trudnych chwilach. To podróż, która jest naszej rodzinie niezbędna do wzajemnego poznawania siebie. To skuteczna nauka pogodnego i bezkonfliktowego życia w rodzinie.
Nasz urlop zaczyna się gwałtownie. Choć zwykle wiemy, kiedy ten czas nastąpi, nie planujemy nic wcześniej. Bo i po co? Wychodzimy z założenia, że przygoda sama nas dogoni. Inspiracją bywa artykuł w gazecie, informacja o tanich biletach lotniczych, opowieść znajomych, plakat wiszący gdzieś w mieście, a nawet sen... Gdy zbliża się termin wyjazdu i należy pakować sakwy, zaczynamy rozmawiać o konkretach: ciepłe rejony czy zimne (ciepły śpiwór czy lekki), góry czy niziny? Dla naszych dzieci najbardziej pożądanym celem podróży jest „duża woda”. Był więc Bałtyk w wielu odsłonach, było Morze Czarne, Atlantyk, Morze Śródziemne, wiele jezior i rzek. 
Zawsze podróżujemy z namiotami. To nie tylko oszczędność – to styl życia. Nie musimy nigdzie dotrzeć, nie musimy się spieszyć. Rozbijamy się na dziko i z niecierpliwością czekamy na nocną przygodę. Czasami dzikie wiewiórki buszują nam w menażkach, niekiedy (będąc już w namiotach) czytamy w przewodniku, że w tym rejonie grasują niedźwiedzie. Nie śpimy wtedy pół nocy – wspólnie nasłuchujemy.
Nasza podróż to długie dni spędzone razem na podjazdach, zjazdach, monotonnych nizinach i w niebotycznych górach. Rodzinnie odkrywamy nowe przestrzenie, państwa, kultury i obyczaje. Poznajemy pięknych ludzi i uczymy się słowa „dziękuję” w naprawdę wielu językach. 
W ciągu 17 lat wspólnych podróży nigdy nic złego nas nie spotkało. Oczywiście mieliśmy kilka wywrotek i obtarć (a nawet jedno połamanie), ale nie przejmujemy się tym nadto – niebezpiecznie może być wszędzie, nawet na chodniku przed domem. Wychodzimy z założenia, że świat jest bezpieczny, a ludzie są dobrzy i pomocni. I ta formuła sprawdza się nam od lat.
W zeszłym roku przemierzaliśmy ze zbyt cienkimi śpiworami serbskie i czarnogórskie wyżyny ku Adriatykowi. Gdzie tym razem? Mówiłam przecież, że nie mam pojęcia... Opowiem Wam po powrocie. Do zobaczenia gdzieś na szlaku! 
PS. Panie Sławku, cienie do powiek i szminkę zostawię w domu.
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu www.wronabezogona.pl