okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 2/2016 >> Dookoła świata na urodziny

poradniki

Jak zbliżyć się do ideału

Wycieczka rowerowa bez zdjęć? W erze fotografii cyfrowej to niemożliwe. Smartfon przecież zawsze jest pod ręką. Szybkim gestem wstrząsamy... »

Odchudzamy rower

Żadna wyprawa rowerowa nigdy nie odbyłaby się bez… roweru. W przedostatnim odcinku cyklu „Podróżowanie w stylu... »

Styl życia >> Marek Dittmann


Dookoła świata na urodziny

Z Markiem Dittmannem, który w rok samotnie objechał świat, rozmawia Jakub Terakowski
Kanion w stanie Utah (USA)
Sprawił Pan sobie dość kosztowny upominek na 55. urodziny; wartości dobrego samochodu...
– Nie zamieniłbym tej wyprawy na żaden samochód.

Samotnie, rowerem, dookoła świata, w rok. Dlaczego?
– W rok, ponieważ wyruszyłem w dzień urodzin, a chciałem wrócić dokładnie na następny jubileusz. Dookoła świata, bo zamierzałem przejechać 40 tysięcy kilometrów, czyli tyle, ile wynosi obwód kuli ziemskiej. Samotnie, bo nikt ze znajomych nie mógł pozwolić sobie na roczny urlop. A rowerem, gdyż, po pierwsze, oferuje lepszą percepcję świata i głębszy kontakt z ludźmi niż samochód, który izoluje od otoczenia. Po drugie zaś dlatego, że zależało mi na sprawdzeniu samego siebie, zorientowaniu się, na ile jeszcze mogę sobie w tym wieku pozwolić. Aby bowiem pokonać taki dystans w 12 miesięcy, musiałem przejeżdżać dobrze ponad 100 kilometrów dziennie.

Czy jednak, pokonując codziennie takie dystanse, miał Pan czas na zwiedzanie i zawieranie znajomości?
– Tak, bo zwiedzać i poznawać można, nawet nie zsiadając z roweru, wystarczy tylko trochę zwolnić. W Paryżu byłem trzykrotnie: samolotem, samochodem i na rowerze, właśnie podczas wyprawy dookoła świata. Samolotem – z przewodnikiem, zobaczyłem tylko to, na co pozwalał program wycieczki. Samochodem – szukanie miejsca do zaparkowania absorbowało mnie bez reszty. Dopiero na siodełku mogłem poczuć się jak paryżanin.

A kondycja? Sprawdził Pan, na ile jeszcze może pozwolić sobie „w tym wieku”?
– Dziękuję, nie narzekam. Tuż po powrocie do Polski znajomi namówili mnie na start w 400-kilometrowym maratonie. Miałem całkiem niezły czas na mecie.

Czy trenował Pan przed wyruszeniem w drogę?
– Tak, przez trzy miesiące jeździłem po kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Takie ćwiczenia trudno jednak porównywać do wyprawy. Po treningu bowiem czekał na mnie w domu smaczny posiłek, gorący prysznic, ciepły kaloryfer, wygodne łóżko i świeża bielizna. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Archiwum Marka Dittmanna