okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 5/2016 >> Rower na miarę

poradniki

Gotowanie w wersji light

W Polsce trudno o miejsce, z którego nie bylibyśmy w stanie dojechać rowerem w ciągu godziny do jakiejkolwiek osady ludzkiej. Czy w takim... »

Kross Trans Hybrid 5.0

Większości krytykantów rowerów wspomaganych elektrycznie zwykle zadaję jedno proste pytanie: jeździliście już kiedyś na jednym z... »

Styl życia >> Stanisław Misiarz


Rower na miarę

Ze Stanisławem Misiarzem, który zajmuje się produkcją rowerów dla osób niepełnosprawnych, rozmawia Jakub Terakowski
Stanisław Misiarz prowadzi zakład produkcji sprzętu rehabilitacyjnego, między innymi specjalne rowery
Ilu niepełnosprawnym pomógł Pan wsiąść na rower?
– W ciągu 25 lat działalności wykonałem kilkanaście tysięcy rowerów przystosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych.

Szmat czasu i imponująca liczba. A jak to się zaczęło?
– Do 13 grudnia 1981 roku byłem dyrektorem Zakładów Rowerowych w Czechowicach-Dziedzicach. W przededniu wprowadzenia stanu wojennego pojechałem do Niemiec podpisać kolejny kontrakt. I nie dojechałem, bo po drodze zatrzymało mnie wojsko. Nazajutrz poszedłem do pracy. W portierni siedział mundurowy w stopniu kapitana. – Kim pan jest? – pyta. – A kim pan jest? – odpowiedziałem. – I co pan tu robi? Zdenerwowałem się. Od słowa do słowa... Zadzwonił po przełożonego, przyjechał jakiś pułkownik. – Już pan nie jest dyrektorem – usłyszałem.

Wyrzucili Pana z pracy?
– Ano wyrzucili, a z ich wilczym biletem nikt nie chciał mnie zatrudnić. Co począć, jak utrzymać rodzinę? Znalazłem gdzieś ogłoszenie, że Agroma zajmująca się handlem ciągnikami i maszynami rolniczymi poszukuje podwykonawców. Pojechałem na przetarg, wygrałem i... trzasnąłem drzwiami, bo zażądano ode mnie łapówki. Opatrzność jednak czuwała nade mną. W pobliżu znajdowała się siedziba Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Przypomniałem sobie, że jeszcze jako dyrektor przyjąłem od nich zlecenie wykonania dwóch specjalnych rowerów dla ich podopiecznych. Byli bardzo zadowoleni, więc postanowiłem, że spróbuję odnowić znajomość i zaproponować współpracę. Wstąpiłem, przyjęto mnie z otwartymi ramionami, kupiłem starą tokarkę i tak to się zaczęło.

Jak Steve Jobs, w garażu?
– Nie, nie miałem wtedy garażu; w piwnicy (śmiech). Musiałem specjalnie obniżyć podłogę, bo pomieszczenie było zbyt niskie. Tam powstał pierwszy specjalny rower, drugi, trzeci... Szybko przestałem nadążać z realizacją zleceń.
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Archiwum Stanisława Misiarza