okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 6/2016 >> A pamiętasz bułki z kotletem?

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Na szlaku >> wzdłuż wybrzeża Bałtyku


A pamiętasz bułki z kotletem?

Karolina Cichy, Wojciech Szumny
Ostatni odcinek trasy przed helskim cyplem
Kiedy słońce wyraźnie szybciej dotyka horyzontu i po odchodzącym cieple pozostaje niedosyt, tata z córką tarabanią się do pociągów ze swoimi rowerami, żeby dotrzeć do Świnoujścia. Planując podróż na nasz magiczny Hel, mamy zamiar zatrzymać w sobie kolory lata i cofnąć czas aż do 1988 roku, gdy pierwszy raz wspólnie zobaczyliśmy Bałtyk. 
 
Po 27 latach Świnoujście wita nas zupełnie pustym dworcem, wydającym się stać gdzieś na końcu wszystkiego. Z jednej strony, przestrzeń ogranicza płot przy opustoszałej przeprawie promowej. Z drugiej – głuchy chlupot pojedynczych fal czarnej Świny obijających się o kadłuby statków. Za nami zaś tory kolejowe zatopione w ciemności zbliżającej się nocy. Wyjeżdżamy na ulicę, wiedzeni rzędami zapalonych latarni, żeby w najbliższych dniach siłą własnych mięśni nieco ponaginać otaczającą przestrzeń i przesuwać horyzont wyobraźni. 
Przez wczesną, wilgotną mgłę powoli przebija się słońce. Powietrze staje się przejrzyste, a żółte promienie wyostrzają kontury, kolory i zapachy. Tych ostatnich w połączeniu z głośnym szumem doznajemy dość intensywnie, kiedy pedałujemy pasem awaryjnym wzdłuż krajówki. Towarzyszące nam ciągi ciężarówek, mknących z przeprawy promowej w głąb lądu, są alternatywą dla podejrzanego pod kątem nawierzchni szlaku R-10, biegnącego bliżej nabrzeża. Nie dość, że jakaś niewidzialna siła (może to ciekawość, a może tęsknota) popycha nas przed siebie, to jeszcze goni czas, bo za kilkadziesiąt godzin musimy już wsiadać do pociągów powrotnych. Nie kwapimy się zatem, żeby sprawdzać stan tej trasy, bo ważna jest dla nas każda chwila.
Znak „Międzyzdroje” na węźle krajówki jest jak konieczne potwierdzenie, że jesteśmy w trasie, że przemierzamy rowerowy klasyk, że niemal na wyciągnięcie ręki znajduje się piękne morze wody, na które nakłada się beztroskie morze wspomnień. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Karolina Cichy