okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2016 >> Medellín

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Styl życia >> Medellín: Dom Rowerzysty


Medellín

Wojciech Ganczarek
Serdeczne pożegnanie przed sklepem Ciclo Campeón
W podróży na co dzień śpi się w namiocie. W miastach niektórzy szukają remiz strażackich, inni płacą za hotele. Czasem zdarzy się zaproszenie od przypadkowo spotkanych ludzi, innym razem nocleg u członków społeczności podróżników: couchsurfing czy warmshowers. Wszystkie te opcje – darmowe czy płatne – obarczone są dyskomfortem tymczasowości. Dopiero w Domu Rowerzysty rowerzysta może poczuć się... jak w domu właśnie.
 
Rozpocząłem pedałowanie na końcówce podjazdu z San Rafael do Guatapé. To jakieś sto kilometrów od Medellin, drugiego po Bogocie największego miasta Kolumbii. Boczna droga faluje między zalewami elektrowni wodnej aż do momentu, gdy łączy się z dwupasmową krajówką. Ta ostatnia początkowo nieco opada, następnie łagodnie podchodzi w górę na jakieś 2300 metrów n.p.m. w okolicach Guarne, przebija wzgórza tunelem, by w końcu runąć stromym zjazdem na 1400 metrów n.p.m. na dole, w mieście. 
Jechałem do Casa del Ciclista (Domu Rowerzysty) w Medellín. Dokładniej: w dzielnicy San Antonio del Prado. Ale nie przyjrzałem się dobrze mapie. San Antonio to de facto osobne miasteczko, wyrzucone 20 kilometrów od centrum stolicy departamentu Antioquia. Zegarek pokazywał piątą wieczorem, koło szóstej robi się ciemno. 20 kilometrów w godzinę? Byłoby to niedużo, gdyby nie chodziło o przejazd kilkupasmową aleją pełną samochodów i ciężarówek oraz – niejako na deser po męczącym dniu –500 metrów przewyższenia na tym krótkim odcinku.
Jeszcze trzy przecznice! Jeszcze dwie! To już tam, na rogu! Faceci siedzący na progach domów sekundują mi w ostatnich metrach podjazdu. Widzieli ponad 500 rowerzystów obładowanych sakwami, człapiących po betonowych płytach do sklepu Ciclo Campeón. Dochodziła ósma trzydzieści, ale Marta i dwóch pracowników obsługiwali jeszcze ostatnich klientów, którzy wślizgiwali się przez na wpół zamknięte drzwi. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Wojciech Ganczarek