okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2017 >> Kross Trans Hybrid 5.0

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Poradniki >> rowertest


Kross Trans Hybrid 5.0

Andrzej Kaleniewicz
Kross Trans Hybrid 5.0
Większości krytykantów rowerów wspomaganych elektrycznie zwykle zadaję jedno proste pytanie: jeździliście już kiedyś na jednym z nich? Zazwyczaj odpowiedź jest negatywna. Nic dziwnego, ponieważ na twarzach tych, którzy dosiadają e-bike’a po raz pierwszy, najczęściej rozkwita piękny, niekontrolowany uśmiech. I nawet jeśli później absolutnie się do tego nie przyznają, każdy lubi poczuć się choć przez chwilę jak skrzyżowanie Mai Włoszczowskiej z Lance’em Armstrongiem – w odróżnieniu od tego ostatniego, na legalnym wspomaganiu.
Kross Trans Hybrid 5.0, czyli wyższy model z dwóch e-trekkingów w ofercie przasnyskiej firmy na 2017 rok, który miałem ostatnio przyjemność testować, nie dość, że jest polskim produktem, to w dodatku jest przykładem najlepszego, czyli jednocześnie estetycznego i ergonomicznego, wzornictwa. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to przewaga jednośladu zaprojektowanego z góry pod wspomaganie, od takiego, który jest przerobiony za pomocą specjalnego zestawu. Ten ostatni zazwyczaj po prostu wygląda z daleka jak amatorska samoróbka – metry kabli, jakieś obejmy, kątowniki, dziwaczne kształty ogniw… Elektryczny Kross to zupełnie inny poziom. Po pierwsze – futurystycznie hydroformowana rama, malowana proszkowo na grafitowy, modny mat. Tyle że w tym przypadku rama to także zintegrowany bagażnik. Jest ku temu powód – w ażurowej klatce bagażnika mieści się podłużna, niezwykle pojemna bateria. Po jej wsunięciu wystarczy usłyszeć wyraźny „klik”, żeby upewnić się, że jest prawidłowo zamocowana. Do jej wysunięcia trzeba użyć kluczyka, ale nie zawsze trzeba to robić. Jeśli akurat parkujemy przy gniazdku, ma ona własne gniazdo, z którego bezpośrednio można ją ładować, bez konieczności demontażu.  
 
Cena: 9 999 zł
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Andrzej Kaleniewicz