okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2017 >> Kobieca robinsonada

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Na szlaku >> zachodnia Norwegia


Kobieca robinsonada

Edyta Siedlecki
W drodze do Gudvangen. Muzeum-skansen norweskiej wsi
Na początku czuję złość i niedowierzanie. To nie jest miłość od pierwszego wejrzenia, jak obiecują niektórzy. Chwilami chcę wracać do domu. Do rodziny, do gorącego lipcowego powietrza i suchych ubrań. Potwornie zmęczona prawie w ogóle nie dostrzegam jej wyjątkowości. Norwegia i rower to związek niezwykle trudny i wyczerpujący.
 
Na szczęście szybko powoduje wydzielanie endorfin i błyskawicznie uzależnia od magicznych widoków i zupełnie nieprawdopodobnych przygód. Jest w końcu coś fascynującego w przemierzaniu bajkowych przestrzeni i dużych dystansów siłą własnych mięśni – myślę i uważnie obserwuję jadące w pobliżu dziewczyny, zastanawiając się jednocześnie, jakie historie kryją się za tymi zaciętymi minami, skupionymi spojrzeniami i determinacją wypisaną na twarzy. W deszczu szukamy miejsca na pierwszy obóz.
O piątej rano budzi mnie dźwięk telefonu. Magda, uczestniczka wyjazdu, jednym tchem wyrzuca z siebie lawinę informacji, które na razie docierają do mnie w zwolnionym tempie. Na wpół przytomna staram się wyłapać sens jej wypowiedzi i kiedy w końcu dociera do mnie to, co mówi, wyskakuję z łóżka jak oparzona. Choć jeszcze się nie znamy, na warszawskim Okęciu rozpoznaję ją bez problemu wśród tłumu ludzi. Eteryczna blondynka z rowerem. Rowerem, który miał być pieczołowicie zapakowany w karton, a tymczasem stoi radośnie obok swojej właścicielki w stanie wskazującym raczej na gotowość do jazdy aniżeli do przewozu samolotem. Kiedy w pocie czoła staramy się rozkręcić zapieczone części, odnajdują nas inne uczestniczki wyjazdu i – ku rozbawieniu wszechobecnej na lotnisku gawiedzi – wspólnie rozkładamy jednoślad Magdy na czynniki pierwsze, a następnie pakujemy go do kartonowego pudła wraz z resztą dobytku. Pierwsza sytuacja kryzysowa zostaje na szczęście opanowana. Następna już czeka za rogiem.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Edyta Siedlecki