okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2017 >> Muzea… nie tylko nocą

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Na szlaku >> Pomorze Gdańskie: Kociewie


Muzea… nie tylko nocą

Szymon Nitka
Najbardziej charakterystyczny obiekt na Kociewiu: zamek w Gniewie
Kociewie – oryginalne i efektowne, z własną tożsamością kulturową, a nawet gwarą, od lat pozostaje w cieniu sąsiednich Kaszub i Borów Tucholskich. Rzucając na nie okiem z szybko jadącego pociągu lub mknącego autostradą samochodu, często nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie mijamy jedne z najpiękniejszych i najcenniejszych miejsc oraz obiektów w Polsce.
 
Założenia organizacji rowerowego weekendu były jak zawsze te same: zobaczyć możliwie wiele, mieszcząc się w przyzwoitym dziennym dystansie, docierając do miejsc przeznaczenia w możliwie sprawny sposób. I jeszcze, żeby na noc trafić w jakieś przyzwoite progi, bo zaczynamy wyrastać z przypadkowych gospodarstw agroturystycznych. W planowaniu pomogła informacja o Nocy Muzeów, odbywającej się akurat w te dni w wielu miastach województwa pomorskiego – a na rowerach w niej jeszcze nie uczestniczyliśmy. Chwila nad mapą, trochę guglania, analiza nie zawsze sprzyjających weekendowych rozkładów jazdy. Eureka! Noc Muzeów odbędzie się także w Gniewie, a nas już dawno na Kociewiu nie było.
Tczew na dobry początek
Dostać się na Kociewie transportem zbiorowym z Trójmiasta, Bydgoszczy, Piły czy Elbląga jest wyjątkowo łatwo, bo w bliskiej okolicy przebiegają aż trzy linie kolejowe. I jeszcze z obowiązku dziennikarskiego wypada mi wspomnieć, że dokładnie przez środek Kociewia biegnie nitka Bursztynowej Autostrady A1 z kilkoma wygodnymi zjazdami prowadzącymi na Kociewie. A najłatwiej osiągalny – nawet z Warszawy – jest Tczew, stanowiący północny kraniec regionu. I to w Tczewie zaczęliśmy naszą weekendową rowerową wędrówkę po jednym z tych najciekawszych, a jednocześnie chyba wciąż mało popularnym, niewielkim polskim regionie.
Idę o zakład, że najbardziej znanym miejscem w Tczewie są mosty łączące brzegi Wisły na wysokości centrum miasta. Znają je wszyscy podróżujący pociągiem do Trójmiasta. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Szymon Nitka