okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Nic nie widziałem, nic nie słyszałem

nowości

Oryginalny trenażer

Trenażery mają swoich zaciekłych wrogów i tych, którzy traktują je jako zło konieczne. Rzadko kto trenuje w domu, bo lubi –... »

Powrót M-BIKE’A

Pamiętacie polskiego producenta rowerów o nazwie M-BIKE, który kilka lat temu zniknął z rynku? Marka pochodząca z Jabłonnej koło... »

NuVinci zmienia nazwę

Znane piasty planetarne z bezstopniową regulacją przełożenia od tego roku będą dostępne pod nową nazwą: Enviolo. Piasta we... »

Otwieracz dla cyklisty

Na rynku pojawił się kolejny gadżet dla wielbicieli „niebieskiego” producenta akcesoriów rowerowych i outdoorowych, czyli marki... »

Kurtka w kolorze fluo

Firma Accent pokazała nowe kurtki uszyte z trójwarstwowego materiału z membraną Zero Wind. Przedni panel odblaskowy został wykonany z... »

FLR w Polsce

Buty włoskiej marki FLR mogą być interesującą alternatywą dla obuwia droższych producentów. Widoczne na zdjęciu turystyczne buty MTB... »

poradniki

Na Śnieżnik grubasem

Nienawidzę zimna. Od kiedy pamiętam, zawsze byłam zmarzluchem. Zimne ręce i stopy to moja zmora, a gdy tylko przychodzą pierwsze jesienne... »

Na siodełku bez bólu

Przygoda z rowerem zaczyna się w chwili, kiedy pierwszy raz na nim siądziesz i poczujesz więź, która pozostanie do końca życia.... »

Na szlaku >> Beskidy


Nic nie widziałem, nic nie słyszałem

Marek Rokita
W drodze na Przehybę było tak pięknie, że pchanie roweru było nawet przyjemne

Po co jeździ się rowerem w góry? Nie tylko po pot i łzy, ale też po wiatr we włosach na zjazdach i dalekie panoramy widziane ze szczytów i przełęczy. A teraz wyobraźcie sobie, że to wszystko zostanie wam zabrane. I zostaną tylko pot i łzy. Czy nadal brzmi kusząco?

Wysiada pan w Pszczynie? – z pewnością w głosie zapytał mnie młody człowiek, zastawiając mój rower swoim i swojej niewiasty.
W zasadzie nie wiedziałem jeszcze, gdzie mam wysiąść. Odpowiedziałem więc, że tak, oczywiście, do Pszczyny jadę, bo dokąd inąd, przecież pociąg na tej trasie zatrzymuje się na jakichś 40 stacjach tylko. Powiedziałem to z pewną ulgą, chociaż mój trener asertywności (którego zresztą nigdy nie miałem i mam nadzieję, że nigdy miał nie będę) dałby mi burę, wstawił pałę i zalecił korepetycje.
No więc Pszczyna. Ładne to miasto, o czym dopiero teraz mogę się przekonać, ulegając perswazji miejscowego rowerzysty-pasażera. Na jednej pierzei rynku stoją cztery najważniejsze budynki – zamek, ratusz i dwa kościoły: protestancki i katolicki. Przejeżdżam przez dziedziniec pszczyńskiego zamku, w którym rezydował ród Hochberg von Pless. Jego burzliwe dzieje to temat na osobną historię, wielokrotnie zresztą już opowiedzianą, również na ekranie kinowym. Tu napiszę tylko, że jedną z niewątpliwych zasług książąt pszczyńskich (na czele z cesarskim wielkim łowczym, Henrykiem XI) jest uratowanie od wyginięcia żubrów. Pszczyńskie stado, egzystujące w okolicznych lasach i chronione przez specjalnie w tym celu opłacanych pracowników, przetrwało I wojnę światową i stało się – obok osobników z Białowieży – początkiem restytucji zagrożonego gatunku. Do dziś w rozległym i pięknym parku zamkowym znajduje się pokazowa zagroda. Ale ani żubrów, ani zamkowych wnętrz nie będę oglądał. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Marek Rokita