okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Dziękujemy, kłaniając się w pas

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Korespondencja >> Mongolia


Dziękujemy, kłaniając się w pas

Adela Tarkowska
Konsulat Honorowy Królestwa Belgii w... sklepie rowerowym
Stop! Na rowerach nie wolno! – krzyczy zastępując nam drogę celniczka. – Jak nie wolno? Dlaczego? – pytam zdumiona. – Musicie znaleźć kogoś, kto was przewiezie samochodem.
 
Do Mongolii wjeżdżamy z Rosji przez małe, spokojne przejście w Kiachcie, gdzie okazuje się, że ruch pieszy jest niedozwolony, a rower nie jest uznawany za pojazd. Niezbyt radzi musimy załadować nasze jednoślady na pakę, aby pokonać jedynie kilkaset metrów dzielących posterunki obu państw. Altanbulag – pierwsze miasteczko po mongolskiej stronie sprawia wrażenie, jakbyśmy wcale nie opuścili Rosji. Architektura jest taka sama – drewniane domy ze spadzistym dachem oraz rozwalające się, popadające w ruinę, komunistyczne, szare bloki. Po ulicach przechadzają się warchlaki i konie. Siadamy na murku, aby zjeść obiad, gdy nagle dokonujemy strasznego dla każdego rowerzysty odkrycia – podczas transportu na pace Krzyśkowi pękła rama! Mając nadzieję, że w najbliższym mieście znajdziemy warsztat spawający aluminium, przepakowujemy najcięższe rzeczy do mnie i ruszamy przed siebie. Droga jest w fatalnym stanie. Krzysiek musi jechać bardzo ostrożnie, aby na wybojach nie uszkodzić ramy jeszcze bardziej. 
Pod wieczór okazuje się, że jedziemy zbyt wolno, aby przed zmierzchem dotrzeć do najbliższej wioski. W poszukiwaniu wody rozglądamy się przez kilka kilometrów za jakimiś osadami. W ostatnich promieniach słońca zauważamy murowany dom, w którego sieni krząta się ładna dziewczyna z małym, bosym dzieckiem. Pokazujemy na migi, że potrzebujemy wodę. Dziewczyna zaprasza nas bez słowa do środka i sadza przy stole, który natychmiast nakrywa. Robi to tak naturalnie, jakbyśmy byli zapowiedzianymi, proszonymi gośćmi, a nie przypadkowymi, nieznanymi przybyszami. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Adela Tarkowska, Krzysztof Józefowski