okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 3/2010 >> Vive la caravane!

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Wyprawa numeru >> Korsyka


Vive la caravane!

Remigiusz Kitliński
Rowerowa rodzinka Nowaczyków

O Korsyce po raz pierwszy pomyślałem jesienią 2006 roku, kilka miesięcy po narodzinach córki Natalki. Wspaniałe krajobrazy, wąskie, kręte drogi, co krok urocze plaże i krystalicznie czysta, przejrzysta woda. Niewielkie zagęszczenie ludności, ciepły, ale wilgotny, śródziemnomorski klimat, sporo zieleni – wszystko to sprawiało, że Korsyka od razu wydawała się idealnym miejscem na wyprawę rowerową.

Gdy dodamy do tego niezwykle górzyste ukształtowanie powierzchni Korsyki, szczyty sporo wyższe od Tatr, wiele przełęczy, przekraczających 1000 metrów n.p.m., zdamy sobie sprawę, że to także miejsce bardzo wymagające.
My i Korsyka – to była prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak od pomysłu do jego realizacji minęło, tym razem, wiele czasu. Zatrzymał nas całkiem poważny dylemat: – Czy z Natalką w przyczepce poradzimy sobie w górach? Problem ten roztrząsałem przez całe dwa lata. Gdy wreszcie byłem już niemal pewien, że sobie nie poradzimy, marzenia wzięły górę nad rozsądkiem. Przypomnieliśmy sobie o naszej starej dewizie. Nie liczba kilometrów się liczy, ale liczba noclegów w namiocie. Noclegów na łonie natury w pięknym, dzikim krajobrazie. Noclegów poprzedzonych kąpielą w chłodnym strumieniu. Noclegów, na które, oczywiście, docieramy rowerami, raz łapiąc wiatr we włosy, innym razem – ocierając słony pot z czoła. Do naszych serc powrócił duch prawdziwej, rowerowej włóczęgi!
Pomysł wspólnej wyprawy z dzieciakami zaszczepiłem wkrótce Michałowi – znajomemu z tras rowerowego Harpagana (ekstremalne rajdy na orientację). Michał też przeszedł podobną drogę. Podróżował sakwiarsko razem z żoną, a od niedawna z córką. Zapowiadał się zatem bardzo przyjemny wyjazd. Dwie rowerowe rodzinki, dwie przyjaciółki w przyczepkach oraz jedno marzenie o wspaniałej wyprawie i jedna wspólna wątpliwość: – Jak to będzie z tymi górami? Kilka miesięcy później wsiedliśmy wreszcie na obładowane rowery z dołączonymi przyczepami. Z wielkim trudem rozpędziliśmy zaprzęgi. Ale przecież na każdej wyprawie rusza się z trudem. Na którymś z pierwszych zakrętów minął nas francuski kolarz. – Vive la caravane! – zakrzyknął. To pozdrowienie na długo zapadło mi w pamięć. Rowerowa karawana wokół Korsyki wystartowała!
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: REMIGIUSZ KITLIŃSKI