Poradniki >> rower dla dziecka
Dwa, trzy lub cztery kółka
Łukasz Wiśniowski
 |
| Wspólna jazda to świetna zabawa, a wzajemna obserwacja znacznie przyspiesza naukę |
To właśnie dopasowanie pierwszego bicykla do wzrostu i wagi dziecka
jest kluczem do tego, aby maluch poczuł radość z jazdy. Niestety, największym grzechem rodziców jest kupno za dużego roweru.
Jeszcze całkiem niedawno wybór roweru dla dziecka nie sprawiał trudności. Małych rowerków było w sklepach jak na lekarstwo, kupowało się więc to, co się miało w zasięgu ręki. Nie zawsze z pożytkiem dla najmłodszych użytkowników. Obecnie oferta rowerków dziecięcych jest tak szeroka, że nie ma problemu z wyborem modelu dopasowanego do wieku, a właściwie wzrostu i wagi dziecka. To właśnie dopasowanie jest kluczem do tego, aby maluch poczuł radość płynącą z jazdy. Niestety, rodzice często popełniają błąd, kupując dziecku, niejako na zapas, za duży bicykl. Natomiast na zbyt dużym rowerze pociecha męczy się, a co gorsza, jazda taka nie jest bezpieczna. Jak więc dopasować rowerek dla dziecka? Gdy maluch stanie z rowerem między nogami, pomiędzy górną rurą ramy a kroczem powinna być przestrzeń wielkości pięści. Gdy zaś dziecko usiądzie na siodełko, powinno bez trudu dosięgnąć obiema nogami do ziemi. Tylko wówczas nasz maluch będzie się czuł na tyle bezpiecznie, by z radością próbować samodzielnej jazdy.
Kiedy zatem można kupić dziecku pierwszy rower? Jak najwcześniej. Pierwsze lub drugie urodziny, drugie święta Bożego Narodzenia to świetne okazje. Wybierać można spośród trzech zasadniczych typów: trójkołowca, roweru bez pedałów oraz roweru na kołach dwunastocalowych (tak zwanej dwunastki) z dodatkowymi, bocznymi kółkami. Trójkołowce są chętnie kupowane przez rodziców ze względu na ich dużą stabilność i co za tym idzie – większe bezpieczeństwo. Zwykle są one również nieco mniejsze niż „dwunastki” i często wyposażone w wygodne dla opiekunów rączki, które służą do pchania pojazdu, jeśli dziecko nie ma już ochoty na dalszą, samodzielną jazdę. Trójkołowce uczą dziecko podstawowych odruchów przy kierowaniu i pedałowaniu. Nie mają jednak wiele wspólnego z nauką utrzymywania równowagi, a łatwość, z jaką się na nich jeździ, często zniechęca dzieci do przesiadki na jednoślady, nawet te z bocznymi kółkami.
Drugą grupą są pojazdy pozbawione bocznych kółek i pedałów. To powrót do korzeni roweru. Na początku XIX wieku tak zwane maszyny biegowe dały podstawy do budowy takiego roweru, jaki dziś znamy. Pociechy uwielbiają ten typ pojazdów. Jazda na nich jest łatwa, a osiągane prędkości często powodują zadyszkę u rodziców, a tym samym szerokie uśmiechy na buziach maluchów. Pozwala to znacznie wydłużyć spacery i efektywnie wymęczyć potomstwo, co też ma swoje plusy. Dziecięce maszyny biegowe doskonale uczą równowagi i zasad kierowania. Prostota budowy i wyeliminowanie wielu ruchomych części powodują, że są one znacznie lżejsze od tradycyjnych rowerków. Niestety, nie uczą, jak pedałować na prawdziwym jednośladzie.
Trzecim wyjściem jest zakupienie „dwunastki” z bocznymi kółkami. Taki rower kupiony odpowiednio wcześnie będzie w użyciu przez przynajmniej dwa do czterech sezonów. Na nim właśnie dziecko powinno opanować sztukę jazdy bez bocznych kółek. Z tych samych powodów, które opisałem przy okazji trójkołowców, warto od razu zaopatrzyć rowerek w rączkę dla dorosłego. Może to być zwykły kij (z lasu bądź od miotły). W sklepach rowerowych są również dostępne znacznie wygodniejsze i bardziej praktyczne w użyciu specjalne rączki. Po wstępnym montażu (przykręceniu do roweru adaptera) samą rączkę można montować i demontować w kilka sekund. Przez pierwsze miesiące rączka używana jest zazwyczaj do pchania. Później może zostać zdjęta i na powrót założona już do nauki jazdy bez bocznych kółek. Jeżdżąc na rowerku z bocznymi kółkami, dziecko uczy się pedałować, skręcać i hamować. Niestety, nabiera złych nawyków, jeśli chodzi o utrzymywanie równowagi. Na szczęście ich wyeliminowanie i nauka jazdy na dwóch kółkach nie trwa dłużej niż kilka dni, chociaż wymaga czasem od rodziców sporo biegania. Nie ma jednak większego powodu do dumy i radości jak widok pociechy samodzielnie pedałującej przed siebie. Nie wiem, czy to kwestia rowerowych genów, czy wybujałych ambicji taty-rowerzysty, ale moja córeczka sztukę jazdy na dwóch kółkach opanowała już, gdy miała trzy lata. Pamiętam, że biegając za nią, musiałem zwracać jej uwagę szczególnie na prawidłowy balans ciała przy skręcaniu, który na skutek jazdy z bocznym kółkami był zupełnie odwrotny. Z początku korygowałem go właśnie za pomocą rączki. Po dwóch dniach złe nawyki minęły, a ja byłem najdumniejszym tatą na świecie. Dzielna dziewczyna.
Kolejnym rozmiarem koła jest 14 cali, czyli „czternastka”. To jednak wymiar bardzo nietypowy i przez to mało popularny. Jeżeli dziecko jeździło na „dwunastce”, to kolejnym etapem jest zazwyczaj „szesnastka”, czyli rower z kołami o rozmiarze 16 cali. Również tę wielkość można często kupić z bocznymi kółkami, które umożliwiają opisaną powyżej naukę jazdy.
Zdjęcie: Łukasz Wiśniowski
skomentuj ten artykuł