okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 3/2013 >> Boom na rowery

nowości

Minitorebka podsiodłowa

Zefal wprowadził do sprzedaży minimalistyczną torebkę podsiodłową o nazwie Z Micro Pack. Jej pojemność to zaledwie 0,15 l. Takie maleństwo... »

Winda rowerowa

Przechowujecie rowery w domu? Albo w miejscu, gdzie miejsca jest odrobinę zbyt mało? Litewska firma Parkis dzięki swojemu wieszakowi na rowery... »

Koszulka z rowerami

Wygląda bardzo „cywilnie”, ale tak naprawdę to w stu procentach koszulka techniczna, stworzona z myślą o rowerzyście, który... »

Butelka w razie potrzeby

Kto z nas, upychając pustą butelkę po wodzie mineralnej w sakwie, nie marzył o tym, by wymyślić zwijaną – elastyczny bukłak,... »

Kolorowe błotniki

Coś dla lubiących wyróżniać się kolorem, choć niekoniecznie bić nim po oczach. Błotniki firmy SKS charakteryzują bardzo delikatne... »

poradniki

Jednoślad na czterech kołach

Jeśli znudziły się Wam już trasy w najbliższym sąsiedztwie własnego domu, być może warto pomyśleć o doposażeniu Waszego dwuśladu... »

Korespondencja >> Paragwaj


Boom na rowery

Adela Tarkowska
W porze deszczowej wiele dróg staje się nieprzejezdnych

Przed wjazdem do Paragwaju słyszeliśmy o tym kraju same złe opinie. Argentyńczycy opowiadali liczne historie, jaki to Paragwaj jest niebezpieczny, brudny i zacofany. Każdy, słysząc, gdzie jedziemy, ostrzegał nas i odradzał ten kierunek. – Dokąd? Do Paragwaju?! A po co? Przecież tam nie ma nic ciekawego! Tam nawet nie ma asfaltu, tylko suchy busz, upał i czerwone, pyliste drogi – słyszeliśmy niemal co dzień.

Argentyńczycy snuli opowieści o tym, że u sąsiadów nie ma pitnej wody w kranach, że większość populacji to niepiśmienni Indianie oraz że panuje tam łapówkarstwo, bandytyzm i złodziejstwo. Spotkana po drodze lekarka radziła, aby ewentualne sprawy zdrowotne załatwić jeszcze w Argentynie, ponieważ w Paragwaju nie ma szpitali, a pomocy medycznej ludziom udzielają... weterynarze.
Niewiele trzeba nam było więcej, aby mieć pewność, że właśnie do Paragwaju zamierzamy się wybrać. Doświadczenie w podróży nauczyło nas już niejednokrotnie, że im bardziej odradzany kraj, tym ciekawsze w nim przygody i tym sympatyczniejsi ludzie.
Ostatnią noc w Argentynie spędzamy na stacji benzynowej, przy której rozbijamy namiot. Widać światła i zarysy budynków Asuncion, leżącego po drugiej stronie rzeki Paragwaj. Odczuwam wielką ekscytację na myśl o nowej przygodzie, a jednocześnie też dużą nostalgię z powodu tego, że mamy opuścić Argentynę
– miejsce przyjazne, bezpieczne i dobrze nam już znane.
W promieniach wschodzącego słońca jemy ostatnie śniadanie w Argentynie, żegnając się z tym pięknym krajem na dobre. Zebrawszy rzeczy, pedałujemy w stronę promu, który przewozi nas na drugą stronę rzeki. Odprawa celna przebiega bezproblemowo i chwilę później stajemy na paragwajskiej ziemi. Pierwsze
wrażenie – upał. Jest dopiero ósma rano, a termometr wskazuje już 30 stopni Celsjusza.
Dość szybko pokonujemy dziesięciokilometrowy dystans dzielący port od centrum miasta.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Adela Tarkowska